Dziś na stronie gazeta.pl natknąłem się na artykuł dotyczący sprawy, która od kilku dni jest przedmiotem rozlicznych rozważań. Sprawy, którą osobiście uważam za coś niebywale podłego i małego. Chodzi mianowicie o wystawę niejakiego Guillermo Habacuc Vargasa z Kostaryki, który jako element swojej ekspozycji przywiązał do jednej ze ścian wystawy psa, zakazał karmienia go, w wyniku czego pies zdechł. Nie trzeba wielkiej inteligencji, aby mieć świadomość, że zdechł w cierpieniu.
Sprawa dla mnie jest jasna. Człowiek, który wymyślił tak podły pomysł na autopromocję, doprawdy godzien jest głosów sprzeciwu. I naprawdę nie znajduję żadnego usprawiedliwienia dla tak nikczemnego pomysłu. I nie ratuje go nawet dorobiona ideologia: że to niby miał być dowód na ludzką hipokryzję, gdyż gdyby pies umierał na ulicy nikt by się nim nie zainteresował.
Pomijam fakt, że myśląc o tym eksperymencie już widzę dalsze możliwości kreowania kolejnych środków wyrazu. Czyż bowiem nie jest tak, iż codziennie na naszych oczach - zagubieni i bezradni - umierają na ulicy ludzie. A jeśli nie umierają, to z pewnością doświadczają jakiegoś okrutnego odrzucenia i osamotnienia? W jakiż więc sposób ukazać hipokryzję ludzi, którzy ich nie widzą i codziennie beznamiętnie mijają ich brudne twarze. Myśląc o casusie Vargasa aż boję się pomyśleć...
I bynajmniej nie chodzi mi o to, aby w sposób utopijny i pozbawiony zdrowego rozsądku zaprotestować i wołać: Ludzie! Przecież tam na ulicach umierają nasi bliźni! Sprawa pomocy bezdomnym jest bowiem bardziej skomplikowana, aby podejmować się forowania rozwiązań w kilku akapitach tekstu. Chodzi mi o coś innego. Wiele razy ostatnimi czasy przekonywano nas, iż wolność artystyczna kieruje się swoimi prawami, i w związku z tym podlega innym ocenom. Mało tego - do owych niesamowitości dorabiano wyjaśnienia, które miały tyle wspólnego z dziełem, co hipokryzja z psem uwiązanym przez Vargasa. Ale co tam... Nie można kneblować wolności! Trzeba jej bronić! Niech wymienię tylko kilka wystaw autorstwa Katarzyny Kozyry ("Łaźnia Męska") i Doroty Nieznalskiej ("Pasja").
I kiedy myślę o tych sprawach zawsze zastanawia mnie, iż wszyscy, którzy bronią „artystek” używają do tego słowa WOLNOŚĆ. A przecież słowo to (jak każde inne) rządzi się jakimiś regułami, ma swoją wewnętrzną logikę. Coś, co można by nazwać LOGIKĄ SŁÓW. Tak samo jak słowo honor, miłość czy sprawiedliwość. Jaka jest jednak owa logika w przypadku tych, którzy bronią wystaw? Okazuje się, że żadna. Powołując się na słowo wolność wydaje im się, że z niego samego czerpią swoje racje. A przecież sprawa ta – jak każda inna – wymaga obrony i uzasadnienia dalece szerszego. Trafnie zresztą opisał to Antoine de Saint Exupery w swojej Twierdzy kiedy pisał: „Gnębi mnie myśl, że ludzie odwrócili prawdę i jak ślepi nie widzą pewnej oczywistości; a mianowicie, że jak morze, które jest warunkiem narodzin statku, ogranicza ten statek, tak warunki wolności ograniczają wolność. A zatem, jeśli prawdziwie chcesz radować się tym, co przynosi fala, nie możesz wszystkiego. Podobnie i z wolnością.” Inna sprawa, iż ci, którzy najwięcej o niej mówią, poza samym jej wypowiedzeniem (czy też raczej wykrzyczeniem) nie potrafią nic więcej ciekawego powiedzieć.
Arystoteles w Pierwszej Księdze Polityki wskazywał, iż każda rzecz ma swój cel, a zatem iż można ją uzasadnić poprzez jej teleologiczną naturę. I dzięki temu celowi uzyskuje usprawiedliwienie dla swojego istnienia. Upraszczając nieco: celem poezji jest ujawnienie w człowieku tego, co kruche, tkliwe i pełne wzruszenia. Celem beletrystyki jest wypełnienie trwających jesiennych wieczorów wartką akcją i ciekawymi zakończeniami. Celem medykamentów jest przynoszenie ulgi i uzdrowienia. Celem pracy jest zaspokajanie potrzeb materialnych, ale także własny rozwój i satysfakcja. Jaka jest zatem celowość owych instalacji? Jeśli bowiem taka, jaką usłyszeliśmy od ich autorek, wtedy wydaje się mieć ono tyle wspólnego z rzeczywistością co uzasadnienie wystawy w Kostaryce. I wydaje mi się, iż celem w tych przypadkach była raczej sama potrzeba szokowania. Gdyż to najlepsza droga do autopromocji. Ale wtedy nie mieszajmy do tego wolności. Doprawdy. To nie przystoi.
PS.
I jeszcze jedno. Na stronie gazeta.pl jest możliwość podpisania petycji potępiającej działalność artysty. Uważam, iż jest to akcja godna szacunku, gdyż w jakiś sposób pozwala wyrazić sprzeciw wobec absurdalnie rozumianej wolności. Jednak w świetle tego, co piórami redaktorów Gazety Wyborczej wyczytywałem w latach ostatnich na temat związków wolności i wypowiedzi artystycznej, szczególnie w odniesieniu do prac Kozyra-Nieznalska, przesłanie pana Vargasa doskonale mi tu pasuje. Jakie jest owo przesłanie? Polecam powrót do akapitu numer dwa.


